Ciężko jest mi myśleć o opuszczaniu osób na których mi niesamowicie zależy, jednak czas nie ubłagalnie umyka i przecieka między palcami... Z jednej strony jest mi smutno, a jednak nie mogę negować tego, że się cieszę. Po powrocie z Krakowa to miasto zaczęło mnie dołować. Sobotnie popołudnie i puste ulice?! Można to tłumaczyć na różne sposoby, jednak ja i tak patrzę na tę "metropolię" jak na ostatni zaścianek. Doskonale wiem, że nie jest tu tak źle, a właściwie to jest moje miejsce... Jednak osobiście lepiej czuję się w Krakowie. Przeraża mnie fakt wyjazdu, to już tylko dwa miesiące! Nie zrezygnuję z tego, muszę wreszcie przeć na przód, rozwijać się i spełniać w swoich niezłomnych zamierzeniach.
Smutne jest opuszczanie najbliższych, w pewnym sensie czuję się jak banita, jednak wiem, że zawsze mam gdzie wrócić... Coś się zakończy, a coś zacznie, jak nowy rozdział w nudnej książce, gdzie wreszcie strzępki akcji zaczynają się rozwijać i marny zarys perypetii nabiera solidnych kształtów.
Wyjazdy zawsze są najtrudniejsze, doświadczyłem tego na własnej skórze już wiele razy, jako opuszczany, jak i opuszczający... Jak widać da się to przeżyć i można temu sprostać. Teraz, możliwe, że będzie trochę ciężej, jednak jeszcze nie umieram, pożyję sobie w Krakowie, a pociągi jednak istnieją, zawsze mogę wrócić, choćby na chwilę i zawsze można pojechać do Krakowa.
Tęsknię za atmosferą Krakowa, jak dla mnie jest to zupełnie inny świat od tego, w jakim jestem przyzwyczajony żyć.
Przeraża mnie fakt, że jestem tam "skazany tylko na siebie", wiem, ze mam przyjaciół i znajomych, którzy nie dadzą mi zginąć, ale jednak to co innego, jak ma się wsparcie rodziny, której jednak tak łatwo nie otrzymam... Kwestia finansowa, też jest dość przerażająca, ale jak się mówi: "Raz na wozie, raz pod wozem".
Teraz, pozostaje mi czekać i robić nadal swoje...
niedziela, 26 kwietnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz