poniedziałek, 29 grudnia 2008

Ups & downs

Nie robienie niczego może męczyć? Nie wydaje mi się, co najwyżej człowiek czuje się znużony bezczynnością. Tak jakoś nasunęły mi się na myśl takie dziwne dywagacje... Na szczęście lub i nieszczęście zazwyczaj mam co robić, zawsze mam w końcu to ja.
Ludzie często wymagają zbyt wiele lub wymyślają sobie coś by nie wiem... ubarwić życie, albo by ich oczekiwania zostały spełnione. Ja jakoś stwierdziłem, ze nie chcę spełniać niczyich oczekiwań... Nikt nie spełnia moich, a że jestem egoistą to nie będę się poświęcał, życie uczy... Przyszło mi do głowy pewne porównanie, dokładnie chodzi o respirator, człowiek może być od niego uzależniony po jakimś wypadku czy czymś takim. Tak samo jest z miłością, ludzie się uzależniają od siebie i ktoś jest takim respiratorem, ale gdy już jedno z nich wydobrzeje, można wyłączyć aparaturę... Tyle, że ta druga osoba zaczyna się dusić i co wtedy... Nowy respirator... Ja chyba wolę nowe płuca, ewentualnie możliwość oddychania beztlenowo...
Zastanawiam się, czemu jest mi dobrze. Bez zobowiązań, bez nikogo, bez niczego. Minimalne potrzeby, jest bardzo łatwo zaspokoić, a chętnych jest nie mało do zaspokajania. Jednak, jako egoista nie będę potworem i nie chcę, za bardzo bym się upodobnił do kogoś, kto namieszał w moim życiu i do tego jest tam, gdzie będę ja. Jednak ja jestem lepszy, bo nie żyję na garnuszku rodziców i już dużo ze swoim życiem zrobiłem. Nawet miano czarnej owcy w rodzinie, czy wyrzutka bardzo mi odpowiada. Przynajmniej nikt nie udaje, że jesteśmy wspaniałą, kochającą się rodziną, która może na siebie zawsze liczyć. Nienawidzę sztuczności i obchodzenia się z pozorami, pokazowych sytuacji...
Nie nadaję się do życia rodzinnego, a co jest najpiękniejsze, nie brakuje mi tego... Cenię swój spokój i moją samotność, oczywiście nie nagminną, bo tak się nie da.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

100 lat!
:)
Panna K.