sobota, 15 listopada 2008

Zawsze musi istnieć ten pierwszy wpis.

Wygląda to prawie jak noworoczne postanowienie, lub jeszcze dziwniejsze dziecinne zamierzenie. Dam upust swojej grafomańskiej chęci wyrzucenia z siebie... no właśnie, wyrzucenie ale czego? Wyrzygam samego siebie, na was, na nich, na tych co są, byli i będą...

Dzieją się dość dziwne jak na mnie samego wydarzenia, nad którymi oczywiście mam kontrolę. Zaskakuję sam siebie, a raczej chcę tak myśleć, że jestem zaskoczony, a gruncie rzeczy doskonale wiem, że taki jestem tylko sam tłamsiłem to w sobie.
Czwartkowe [M], ze mną przyjaciele, znajomi, ludzie których poznałem w klubie. Piątkowe 'rejvy' w [M]. Stała śmietanka, już sam nie wiem czy się do niej zaliczam i nie wiem, czy chcę w niej być. Nigdy nie dążyłem do bycia wszech lubianym i rozchwytywanym, raczej pławiłem się w ciszy swojego nieco pustelniczego życia.
Pofolgowałem sobie trochę, nie ukryję tego przed sobą ani przed pewnymi osobami, w sumie w pewnym stopniu to pofolgowanie sprawiło mi przyjemność, nawet pokwapię się o stwierdzenie, ze w dość dużym stopniu.
Zastanawiam się, po co tam chodzę? Lubię to z jednej strony, z drugiej czekam... Mogę czekać jeszcze długo, albo nawet mogę się przeliczyć i nie doczekać, wszystkie te opcje są jak najbardziej możliwe. Nie wiem jak mam się do tego ustosunkować, na nic nie liczyć, a może mieć nadzieję? W danej chwili mówię, że nie ważne, żyję nadal starym sposobem w lekko zmodernizowanej wersji samego siebie, ogólnie wychodzi, że inaczej lecz jakoś ja nie odczuwam poważniejszych zmian.

Codzienna kawa rano, lampka wina na wieczór dają mi swoistą swobodę samego siebie...

"Id nie zniesie zwłoki w zaspokojeniu. Zawsze czuje napięcie niespełnionej żądzy."
Zygmunt Freud

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Freud - jak ja go nie lubię, chociaż z niektórymi sprawami się zgadzam, ale... no tak, zawsze jest jakieś ale, zawsze jest pierwszy wpis, i zawsze jest pierwszy komentarz :)

Pawel Hajdasz pisze...

niewyzyty psychicznie czlowiek :P