czwartek, 8 października 2009

You're a dirty man and I'm a good housekeeper...

Namnażająca się ilość braków, we wszystkim, w każdej dziedzinie życia, cóż poradzić. Nie ma to jak egzaltacja pozytywnych myśli. Niby nie wymagam niczego, jednak chciało by się 'coś'...
Miesiące mijają, a ja żyję w Krakowie, za każdym razem dziwię się, gdy przechadzam się ulicami, rynkiem, wędruję po Kazimierzu, że tu mieszkam. Staram się, we wszystkim, przynajmniej zacząłem...
Kolejne upadki, jak to w życiu, przychodzą lecz teraz czekam by odeszły, kiedyś musi nastąpić wzlot. Nic jednak na siłę się nie zdarzy, niczego nie przyśpieszę, także przed niczym nie ucieknę. Oczywiście nie żyłem mrzonkami, wiedziałem, że będzie tu wiele łez, nawet więcej niż w domu, ale właśnie gdzie jest mój dom? Gdybym solidnie się nad tym zastanowił, to raczej doszedłbym do wniosku, że takowego nie mam... Tam jest mój dom gdzie się znajduję, nie tam gdzie moje serce, bo ono nigdy nie wyląduje, nie będzie sielanki. Chciałbym mieć głaz zamiast serca, jednak nie potrafię tak żyć, a wiem, że byłoby mi łatwiej. Powinienem się skupić na racjonalnym myśleniu, to fakt, nie potrzebuję nieprzespanych nocy i wszelkich dramatów, które de fakto samemu sobie odgrywam.
Odrobina refleksji nad własnym życiem... Pewne sprawy odkładam na bok, nie zapomnę z pewnością, ale włożę gdzieś do szuflady i nie będę przynajmniej ich widział. Zbytnio masochistyczne myśli, wypaczone nadzieje i przykre sytuacje chlebem powszednim życia. To ja się buntuję! Kiedyś trzeba się uśmiechnąć, szczerze, a nie z braku odpowiedniej maski.
Nadal nie rozumiem pewnych kwestii, prawdopodobnie też nigdy ich nie zrozumiem, ale po co się frapować, nie potrzebnie myśleć... Swoiste wyparcie przez negację, czyli jednym słowem zwykłe pierdolenie.
Niby ciągle to mówię, lecz ciężko jest zmusić siebie samego do czegoś co jest sprzeczne z naszą osobowością. Hm... Skoro kiedyś już to zrobiłem, czemu nie potrafiłbym i teraz?

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Życzę więcej optymizmu - szklanka do połowy pusta jest jednocześnie do połowy pełna.