sobota, 27 grudnia 2008

Queer xmas

Niesamowite jakie szaleństwo człowiek jest w stanie przeżyć by zorganizować choć namiastkę utraconych świąt Bożego Narodzenia. Nie dość, że pracowałem, to jeszcze sprzątałem w domu i gotowałem. Wigilia była zabójcza, to nic, że dzień wcześniej tak pokłóciłem się z mamą, że praktycznie wywlokłem wszystkie brudy rodzinne, które miały miejsce po jej wylocie do stanów... Wspaniała, rodzinna przedświąteczna atmosfera...
Wigilia w pracy na szczęście była spokojna i dość zabawna, jak zwykle z Monią nie da się nudzić... W domu totalne szaleństwo z gotowaniem, smażeniem, pieczeniem i bóg wie jeszcze czym... Gdyby nie Glove, byłbym sam jak palec... Wiedziałem, że nie zostawi mnie samego, w końcu jesteśmy 'rodziną'. Bylem przekonany, że będzie niefajnie, zaczniemy narzekać i zrzędzić... Myliłem się i bardzo się z tego cieszę. Dzięki Damianowi miałem co robić, nie ma to jak porządna dawka serialu, właśnie będę się dobierał do kolejnych odcinków.
Niby miałem wybrać się do [M] jednak nie chciało mi się, nie wiem sam czemu. Chyba mam dość całej tamtejszej sztuczności. Nie potrzebuję się pokazywać by istnieć, jednocześnie nie istnieje by się pokazywać. 26 grudnia, samotnie spędzony dzień, nie powiem, że stracony, przynajmniej odpocząłem. Samotność jest czymś naturalnym dla mnie. Już zapomniałem jak to jest, w sumie wcale nie byłem taki chętny by się przekonać, jednak lepiej być samemu, niż wśród tłumu nieszczerych i interesownych ludzi. Poczekam, aż wszyscy moi przyjaciele będą w komplecie, a przynajmniej ich większa część i będziemy świętować moje urodziny, ale do tego jeszcze trochę czasu mam...
Ciągle będę czekał na mój wymarzony prezent, ciekawe czy się spełnią moje marzenia... Może nie od razu, ale wierzę w to... Jak na chwilę obecną, zamierzam trzymać się swoich planów i udowodnię sobie i wszystkim, że ja zawsze dostaję to czego pragnę, prędzej czy później, ale dostaję. Niektóre osoby będą żałowały, inne będą się cieszyły. W każdym razie, za kilka dni zakończy się rok 2008, a 2009 będzie bardzo ciężkim i pełnym zmian okresem w moim życiu, jednak ja zawsze daję radę... Zawsze spadam na cztery łapy, nie zależnie od całego syfu jaki się nagromadzi...

'If life gives you lemon, squirt the juice in your enemys eyes!'

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Podziwiam za wiarę.
I życzę, żeby ten 2009 nie był tak trudny jak piszesz :)
Panna K.